Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
-Wielka sklątka? -Nie.. Malfoy..
Dziewczyna wracała właśnie z lekcji eliksirów. Szła korytażem powtarzając z książki zaklęcie, którego uczyli się na ostatniej lekcji transmutacji. Nogi same niosły ją na przód. Po chwili usłyszała głos dochodzący zza rogu i stanęła by posłuchac.
-Och, Blaise! To wręcz żałosne.. Weasley? Ta mała ruda zdrajczyni krwi? Nie do wiary! - Hermiona bez wachania rozpoznała ten zimny, drwiący głos. Draco Malfoy.
-Przestań. Skąd możesz wiedziec jaka jest? Nie znasz jej. - Odpowiedział mu kolega.
-Taak.. Za to ty znasz ją doskonale! Chociaż.. - Zaśmiał się Malfoy i jakby nad czymś rozmyślał - Pobawic się uczuciami zawsze można. Może wkońcu uświadomi sobie gdzie jest jej miejsce.. - Powiedział z nadzieją.
-Nie chce się nią bawic! - Warknął Zabini i zaczął iśc w stronę Gryfonki.
Hermiona udawała zaczytaną i szła teraz w stronę sali do transmutacji, gdzie na korytażu po drodze stał Malfoy z krzywym uśmieszkiem na twarzy.
Blaise minął ją nie zwracając na nią uwagi, natomiast Malfoy odrazu znalazł sposób do rozerwania się i zagrodził Hermionie drogę.
-Zejdź mi z drogi, Malfoy! - warknęła
-A gdzież to się panna szlama wybiera? - Syknął złośliwie w odpowiedzi zatrzaskując jej podręcznik.
-W porównaniu do niektórych ja idę na lekcję. A teraz suń się. -Wycelowała różdżką w jego brzuch.
-Granger, Granger.. Chcesz mnie zaatakowac?
-Jeśli w tej chwili się nie odsuniesz, zrobię to z największą przyjemnością.
Chłopak zaczął się śmiac.
-Rictusempra! - Powiedziała.
Ślizgon odleciał do tyłu i wylądował 4metry dalej na podłodze ze zdziwioną miną.
-A nie mówiłam? - Mruknęła przechodząc obok niego z triumfem na twarzy.
***
Hermiona wleciała zdyszana na lekcję transmutacji, którą mieli razem z Puchonami.
-Już po dzwonku panno Granger. - Powiedziała McGonagall patrząc na nią spod tablicy.
-Tak, wiem, pani profesor, przepraszam. Ja nie chciałam się spóźnic.. Nie zrobiłam tego celowo. - Stękneła i zaczerwieniła się jak piwonia.
-Też tak myślę a ponieważ jest to panny pierwsze spóźnienie od ostatnich 2 lat więc chyba obejdzie się bez szlabanu.
-Dziękuję, pani profesor, i jeszcze raz przepraszam.. - Powiedziała i pośpiesznie zajęła miejsce między Harrym a Ronem.
Lekcja zleciała zaskakująco szybko. Ciągle powtarzali wcześniejsze zaklęcie. W końcu cała trójka wyszła z klasy.
-Czyżby coś się stało że spóźniłaś się na LEKCJĘ? - spytał z niedowierzaniem Ron.
-Jakbyś zgadł.. - odpowiedziała ironicznie.
-To może uraczysz nas tą mrożącą krew w żyłach historią? Czy zatrzymała Cię jakaś wielka sklątka?
-Prawie trafiłeś... Malfoy..
-No widzisz.. To są właśnie skutki wielogodzinnej nauki wróżbiarstwa. - Uśmiechnął się Harry. - To co z tym Malfoyem?
-Och.. Poprostu zagrodził mi drogę i musiałam go potraktowac czymś żeby w końcu przesunął swoją szlachetną dupę z mojej drogi.
-Proszę, powiedz że to było coś mocnego! - Powiedział rudy błagalnym tonem.
-Ron ja nie chciałam go ZABIĆ! Użyłam zwykłej Rictusempry..
Weasley jęknął.
-Myślałem..
-Co ty? Wyobrażałeś sobie że Hermiona wydłubała mu oczy łyżką? - Zaśmiał się Harry.
-Wiesz co? George mówił o takim zaklęciu po którym przez usta wyskakują ci wszystkie wnętrzności a... - Niedokończył bo dziewczyna zatkała sobie usta ręką i wyglądała jakby miała zwymiotowac. - W każdym bądź razie wygląda fajnie...
Dopiero teraz uświadomił sobie że stoi przed wielką salą, więc spojrzał na zegarek. Pora drugiego śniadania.
Głosuj (0)
Asia 12/04/2008 18:28:44 [
Powrót]
Skomentuj